środa, 1 marca 2017

Dry February - WOLNOŚĆ

KONIEC!!!
Wczoraj ostatni dzień mojego testu. Z kawą się nie złamałem, choć z alkoholem jednak się nie udało... No cóż. Wychodzi na to, że jestem bardziej uzależniony od procentów niż kofeiny.
Ale zróbmy szybkie podsumowanie tego miesiąca:

  • Wypitych filiżanek kawy: 0

Nie powiem. 18 dni pracy przy ekspresie (lub jego pobliżu), cały dzień szkolenia (czyli ogromna ilość przelanego DOBREGO espresso i JESZCZE LEPSZEGO cappuccino, którego nie tknąłem) było ciężkim wyzwaniem.

  • Wypity alkohol: 2 butelki wina, 6 piw, shot tequili.

Dyspensa była dana w przypadku 3 dni - przypadające urodziny (sztuk 2) oraz spotkanie z Kasią - po roku trudno byłoby z abstynencją, a i tak nietaktem z mojej strony było niewypicie minimum butelki wina na głowę. Mam nadzieję że za te 2 lampki wina Katarzyna się nie obraziła ;)
3 dni poza dniami dyspensy. Co prawda po jednym piwie, ale walę pięścią w pierś.

  • Coca-cola: 0
  • Energetyk: 0

Ale z tym problemu raczej nie było. Na co dzień nie pijam.

A teraz? Uznaję, że zbyt szybko zaatakowałem Kalitę do porannej kawy. Zaspany, spragniony i zmęczony na pół nieprzespaną nocą wziąłem do ręki urządzenie, filtr i wagę. Zmieniłem ziarna. Do tego momentu szło mi nawet nieźle, ale zaraz po tym zaczął się kawowy Armageddon - wsypałem kawę, zalałem preinfuzję i jak plaskacz w twarz uderzyło mi do głowy... "NIE PRZELAŁEŚ FILTRA!"... będzie papierowa, trudno. Ale po zlaniu z serwera okazało się że kawy jest dziwnie mało. Oczywiście! Pomyliłem jedną cyferkę! Szkoda tylko, że były to setki i zamiast 250ml przygotowałem 150. 
Podsumowując, była to najgorsza kawa jaka kiedykolwiek wyszła z moich rąk - skoncentrowana, gorzka i dodatku o posmaku bibuły do pakowania bułki na drugie śniadanie. BLEH!

Obiecuję poprawę. Z samego rana, przed wyjazdem, przygotuję słodką i owocową Kenię, a na Lazurowym wypiję sporą ilość wspaniałego espresso :)

Na koniec: kawa. Dobra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz