czwartek, 22 czerwca 2017

Kawowa twarz Berlina

Całkiem niedawno temu mieliśmy przyjemność spędzić kilka dni w stolicy Niemiec. Czemu by nie użyć tego czasu pod kątem kulinarno-kawowym? Oprócz wielu miejsc gdzie jedliśmy typowe dla Niemiec obiady, udało nam się zajść w 2 rozpoznawalne miejsca w kawowym światku oraz jedno bardzo rozpoznawalne pośród turystów. Mowa o palarni i kawiarni Bonanza, Five Elephant i oczywiście Berliner Fernsehturm czyli słynnej wieży telewizyjnej.

Zacząć wypada od Mistrza. Bonanza jest pierwszą kawiarnią w której trafiłem na połączenie kawiarnia z przodu, palarnia z tyłu. Fajne, można trochę podpatrzeć :)
Miejsce jest w średniej dzielnicy, a nie bałbym się stwierdzenia, że nawet w odstraszającej. Brudno i kręcą się dziwni ludzie. Ale nie o to tu chodzi - Bonanza jest w podwórzu, między starymi, ale ładnymi, odnowionymi budynkami. Wybór kawy jest nieco ubogi, brak alternatyw ("filter" jako jedyna alternatywa, parzona w przelewie). Nie zmienia to faktu, że ten "filter" był przygotowany z ziaren Bourbon Peaberry i był idealnie zbilansowany. Jako pamiątkę z wycieczki przywiozłem także te same ziarna, więc relacja zapewne niebawem.
Żałuję, mam tylko jedno zdjęcie, ale w październiku powtórka, więc na bank wyląduję tam choć na chwilę!

niedziela, 14 maja 2017

Austria (dobrym) winem płynie

Chociaż majówkę spędziłem we Wrocławiu pracując i pisząc pracę magisterską, udało mi się wyrwać na chwilę tuż po jej zakończeniu. Od dłuższego czasu wiedziałem, że może trafić się wyjazd na Weinfrühling w dolinie Wachau, czyli po prostu święto wina. A że pacierza i alkoholu nie odmawiam, poszybowałem na PKP zakupić bilety do Wiednia. I tak, kiedy wszyscy wracali z długiego weekendu, ja na niego wyjeżdżałem, a po nocy spędzonej w przedziale, wyszedłem na austriackie ulice.







środa, 1 marca 2017

Dry February - WOLNOŚĆ

KONIEC!!!
Wczoraj ostatni dzień mojego testu. Z kawą się nie złamałem, choć z alkoholem jednak się nie udało... No cóż. Wychodzi na to, że jestem bardziej uzależniony od procentów niż kofeiny.
Ale zróbmy szybkie podsumowanie tego miesiąca:

  • Wypitych filiżanek kawy: 0

Nie powiem. 18 dni pracy przy ekspresie (lub jego pobliżu), cały dzień szkolenia (czyli ogromna ilość przelanego DOBREGO espresso i JESZCZE LEPSZEGO cappuccino, którego nie tknąłem) było ciężkim wyzwaniem.

  • Wypity alkohol: 2 butelki wina, 6 piw, shot tequili.

Dyspensa była dana w przypadku 3 dni - przypadające urodziny (sztuk 2) oraz spotkanie z Kasią - po roku trudno byłoby z abstynencją, a i tak nietaktem z mojej strony było niewypicie minimum butelki wina na głowę. Mam nadzieję że za te 2 lampki wina Katarzyna się nie obraziła ;)
3 dni poza dniami dyspensy. Co prawda po jednym piwie, ale walę pięścią w pierś.

  • Coca-cola: 0
  • Energetyk: 0

Ale z tym problemu raczej nie było. Na co dzień nie pijam.

A teraz? Uznaję, że zbyt szybko zaatakowałem Kalitę do porannej kawy. Zaspany, spragniony i zmęczony na pół nieprzespaną nocą wziąłem do ręki urządzenie, filtr i wagę. Zmieniłem ziarna. Do tego momentu szło mi nawet nieźle, ale zaraz po tym zaczął się kawowy Armageddon - wsypałem kawę, zalałem preinfuzję i jak plaskacz w twarz uderzyło mi do głowy... "NIE PRZELAŁEŚ FILTRA!"... będzie papierowa, trudno. Ale po zlaniu z serwera okazało się że kawy jest dziwnie mało. Oczywiście! Pomyliłem jedną cyferkę! Szkoda tylko, że były to setki i zamiast 250ml przygotowałem 150. 
Podsumowując, była to najgorsza kawa jaka kiedykolwiek wyszła z moich rąk - skoncentrowana, gorzka i dodatku o posmaku bibuły do pakowania bułki na drugie śniadanie. BLEH!

Obiecuję poprawę. Z samego rana, przed wyjazdem, przygotuję słodką i owocową Kenię, a na Lazurowym wypiję sporą ilość wspaniałego espresso :)

Na koniec: kawa. Dobra.

czwartek, 16 lutego 2017

Caffeine free: 1/2

Przedwczoraj świętowaliśmy walentynki. Dla mnie osobiście był to półmetek walki ze słabością do kawy. Równe 2 tygodnie bez ani jednego łyka! Za to do okoła mnie same kawowe aromaty... i nie złapałem się.
Choć dość długo uważałem, że kofeina nie jest mi potrzebna, teraz widzę jak bardzo się myliłem. Brakuje mi smaku kawy, brakuje mi pobudzenia. Kiedy zaczął się tydzień intensywnej pracy: rano praktyki, po południu praca, a przerwy tylko 2: 10 minut na dojście do pracy i 20 minut na szybki obiad, wychodzi zmęczenie. Nie raz zakończyłem swój dzień o godzinie 21 (chyba to nie jest normalne, co??)...
Ale pełną parą szykuję się na powrót kawy w swoje życie. W szafce świeża Brazylia od Aprlin Coffee Roasters, w torbie magazyn Standart, a w paczkomacie Kalita. Ojjj, będzie się działo!

A póki co, dzieje się za barem - fotki nie są najlepszej jakości, robione na szybko przed podaniem kawy klientowi, ale jako tako oddadzą swoją dawkę latte art :)






piątek, 3 lutego 2017

Caffeine free day 3

Minął trzeci dzień mojej kofeinowej abstynencji. No, muszę powiedzieć, że na zdecydowanie gorsze przeżycia się nastawiałem, a tu tragedii nie ma Nie boli mnie głowa, nie jestem też specjalnie rozbity. No dobra. Nie jest też dobrze. Jestem jakiś dziwnie poddenerwowany, wczoraj trzęsły mi się ręce, a widząc spływające z wylewki kolby wspaniałe i aromatyczne espresso mój mózg szaleje. Choć staram się na to nie zwracać uwagi i robić co trzeba. Dziś, dla przykładu, oddałem się fotografii i popstrykałem zdjęcia produktów Karmello (post zawiera lokowanie produktu :D ). Sami spójrzcie!






Ale muszę przyznać, że znalazłem sobie substytut dziennej dawki kawy - czekolada z imbirem serio jest pyszna ;)

wtorek, 31 stycznia 2017

Dry February

Już jakiś czas temu naczytalem się o akcji podejmowanej przez niektórych ludzi - dry January. "Zwyczaj" jest szeroko praktykowany szczególnie w Wielkiej Brytanii, a u nas raczej gości rzadko. Co prawda dotyczy on głównie abstynencji alkoholowej, ale ja postanowiłem poszerzyć nieznacznie listę odmawianych używek. Co normalnie powinno być suchym styczniem, ja nieco przeciągam to w czasie i robię "suchym lutym". Ale to też po części przemyślany termin, gdyż:
1. Nie wiem jak będzie, a luty jest krótki (te 3 dni różnicy mogą być znaczące!)
2. W lutym nie studiuję - nie będę musiał rano wstawać i jest szansa na częstsze wysypianie się
3. Nie będę się przepracowywać

Składając wszystko do kupy, postanawiam co następuje:
- nie pić kawy (pozostawiam bez komentarza...)
- nie pić napojów z kofeiną (cola, energetyk, etc. - herbata zostaje, coś pić muszę)
- nie pić alkoholu
I zobaczymy jak będzie...

Idea Dry January
Wszystko chodzi o odpoczynek. Oczywiście nie dla siebie, a dla organizmu... Po całym grudniu wzmożonego spożycia alkoholu - a to na spotkaniach ze znajomymi, a to w Święta, a to przecież w sylwestra, czas dać chwilę wytchnienia narządom, które najbardziej tego potrzebują.

Nie pozostaje mi nic innego jak dziś zaszaleć... Trzymajcie kciuki!!! :)

A przez czas abstynencji na pewno skupię się na produkcji coraz lepszych wzorków na kapuczynach, co oczywiście będę wstawiać na Instagram :)




czwartek, 16 czerwca 2016

Intensywnie szkocki weekend

Dobrze wiecie, że ja zbyt długo w jednym miejscu nie wysiedzę. A skoro majówkę przepracowałem, to trzeba było się odbić w innym terminie. Nieubłaganie zbliżał się weekend Bożego Ciała - i to właśnie ten czas wykorzystaliśmy na szybki trip.
Gdzie nas poniosło? W tereny jeszcze mi nieznane, na północ Wysp - do Szkocji. Myślę, że jest to rejon który nie potrzebuje komentarza, bo ma w sobie urok, o którym każdy kiedyś słyszał. Teraz już wiem co to znaczy, a niedosyt piękna natury zmusza do powrotu :)

Zwiedzanie zaczęliśmy od najbliższej nam okolicy Kelvingrove Park i galerii. Pogoda jest typowa - gęste chmury z których a to sączy się delikatna mżawka, leje deszcz albo to przeciera się słońce. Do otwarcia galerii mamy jeszcze 1,5 godziny, więc bez celu włóczymy się po okolicy... trafiając oczywiście na ciekawe miejsca!